Muzyka na sesji

Od czegoś trzeba zacząć. Zacznijmy więc od muzyki, ponieważ – wydaje mi się – jest to jedna z pierwszych rzeczy, którymi MG próbuje uświetnić swoją sesję.
A właściwie, nie tyle muzyka, co podkład muzyczny – oprócz pełnoprawnych utworów możemy też z powodzeniem użyć tzw. ambientu. Ale o tym później.

Po co to?

Co daje muzyka na sesji? Oj, może zdziałać naprawdę wiele.

Przede wszystkim – potrafi natychmiast nastawić graczy na “klimat” danej sceny. Zauważ, że kiedy postacie graczy wejdą do opuszczonego domu i usłyszą ciche, niskie tony, od razu zaczną się pilnować. Z kolei gdy odwiedzą klub, po kilku sekundach mocnego techno będą w stanie wyobrazić sobie panującą w środku atmosferę. Przy scenie pogrzebu odpowiedni utwór od razu zwiększy powagę sytuacji i powstrzyma graczy przed komentarzami nie na miejscu. I tak dalej. Wachlarz nastrojów i klimatów który może nadać muzyka, jest bardzo szeroki. Zgrabnie dobrane tło uzupełni twoje opisy (lub zamaskuje braki w nich).
Uwaga: jeśli gracze już weszli na offtop i/lub heheszki, to puszczenie muzyki raczej nie pomoże. Najpierw uspokój grupę, potem puść odpowiedni kawałek.

Po drugie – człowiek ma to do siebie, że lubi wypełniać pustkę. Jak przy stole dłuższy czas jest cicho, każdy ma ochotę (świadomą lub nie) się odezwać. Muzyka przytłumia ten instynkt i w ten sposób pomaga tobie – MG. Na przykład w czasie walki, gdy gracze muszą czekać na swoją kolej w inicjatywie, lub gdy prowadzisz powoli rozwijającą się scenę narracyjną. 

Czego wymaga?

Oczywiście, sprzętu grającego.

Osobiście najlepsze doświadczenia mam z tabletem, takim starym. Do muzy w zupełności wystarczał. Program Aimp działa bardzo fajnie, wystarczy pociągnąć lewą krawędź ekranu, by przełączyć folder. Guziki zapętlenia i odtwarzania losowego łatwo znaleźć. Na PC jest odrobinę mniej przyjazny w obsłudze, ale dalej jest nieźle. Dlatego nie wypowiem się na temat innych programów – nie potrzebowałam. Tablet praktycznie nie był używany do niczego innego, więc nie trzeba było czyścić dysku ze starych utworów, “bo brak miejsca”.
Smartfon może wydawać się bardziej kompaktowym tabletem, ale to pułapka. Wystarczy jedno powiadomienie czy sms, by cię rozproszyć. Nie rób tego – ani sobie, ani swoim graczom.
Laptop – mam wrażenie że obsługa myszką i klawiaturą (czy też touchpadem) zabiera ociupinkę więcej czasu niż przy ekranie dotykowym. Dodatkowo, otwarty laptop tworzy “ściankę” między tobą i graczami, a tego możesz nie chcieć.
PC – dobre tylko jeśli puścisz neutralną muzykę i będzie sobie “plumkać” w tle. Nie wędruj, chyba że naprawdę musisz.
Nie wiem, czy warto o tym wspominać, ale niech tam. Najwyżej wyjdę na retro. Pamiętam jak kiedyś podłączałam swój odtwarzacz mp3 do domowych głośniczków. Działało? Działało. Większościowo “coś” leciało w tle, czasem wyszukiwałam konkretny utwór.

Generalnie, w nowoczesnych urządzeniach fajne jest to, że obsługują więcej niż jedno medium naraz. Można wykorzystać ten atut – pokazać portrety NPCów, mapki, albo mieć otwarty skrót zasad (laptop staje się multimedialną zasłonką mistrza gry). Miej jednak przygotowane wszystko tak, by nie szukać. I pamiętaj naładować sprzęt.

Co jeszcze trzeba mieć? Ano, oczywiście samą muzykę.
W moim odczuciu najlepsza jest muzyka instrumentalna, bez wokalu, bo ten za bardzo odwraca uwagę. Od tej reguły są oczywiście wyjątki, ale nie będę dawać wytycznych – ufaj swojemu osądowi. Albo swojej metodzie prób i błędów. Skąd wziąć? Cóż, w dobie Internetu można znaleźć niemal wszystko, chyba nie muszę dodawać więcej. Czego szukać? Kiedy poszperasz, okaże się że jest trochę zespołów które grają instrumentalnie (dobry początek to Two Steps From Hell). Poszukaj też soundtracków z filmów, seriali, gier i anime, które wydają się pasować klimatem do twojej sesji. To, że ich nie oglądałaś, w niczym nie przeszkadza. 

Tu powiem jeszcze te parę obiecanych słów o ambiencie.
Kiedyś trafiłam na stronę naturesoundsfor.me. Co tam znalazłam? Ano, taki mikser dźwięków. Bierzesz ciurkanie wody, skrzypienie drewna, pohukiwanie sowy, brzęczenie owadów i masz piękny akompaniament do łażenia po lesie w nocy. Wybór dźwięków był całkiem duży. Fajerwerki mogły imitować strzał z broni palnej. Można było przyciszać i pogłaśniać poszczególne ścieżki, zmieniać ich intensywność. Na koniec była możliwość nazwać swój utwór i pobrać 10-minutowy track na dysk. Można też było słuchać podkładów zapisanych przez innych. Moje archaiczne znalezisko już ci się nie przyda, bo mikser działał we Flashu, ale obecnie jest tego dużo więcej. Poszukaj “dźwięki natury” albo “medytacja”, na pewno coś się znajdzie. Niektóre są płatne, albo mają członkostwo premium (takie czasy), ale za darmo też można sporo zrobić. Kiedyś widziałam nawet serwis który otwarcie przyznawał, że jest RPG-owy. Nie było własnego miksera, ale spora biblioteka różnorodnych (zarówno sci-fi jak i fantasy) gotowych ścieżek.

Jak przygotować?

Na początek – przesłuchuję każdy utwór. No, raczej?!
(ambientu to nie dotyczy, to tylko zapętlone dźwięki i nie ma tu żadnych niespodzianek)

Po odsłuchaniu, decyduję czy dany utwór z czymś mi się kojarzy. Tworzę foldery tematyczne i przerzucam do nich pliki. Tu trzeba trochę przewidzieć (znaczy, eeeee, zaplanować, przecież TY jesteś MG i od ciebie to zależy!) co się będzie działo.
Te utwory, które nie pasują, są nijakie, albo po prostu mi się nie podobają, lecą do kosza. Niektóre muszę przesłuchać kilka razy zanim zdecyduję. Czasem zdarzy się, że coś nie pasuje do żadnej kategorii, ale szkoda mi wyrzucić – robię wtedy folder Special. Nigdy nie wiadomo, co się przyda. 

Przykładowo, muzykę z “Naruto” (bodaj na początek miałam dwa pierwsze OST) podzieliłam na takie oto foldery: Konoha, Mhrok, Skradanie, Smętne, Walka (podfoldery trwa i zryw) i na koniec Wygłupy. Był oczywiście i Special, gdzie wylądował m.in. main theme.

Następny krok – przesłuchuję każdy utwór (tak, znów) w kolejnych folderach. Staram się wyobrazić sobie scenę przy której mógłby być odtworzony i nazwać ją krótko – (przykłady: “kawiarnia”, “energiczny poranek”, “nostalgia”) i zmieniam na to nazwę pliku.
Niekiedy skojarzenie pojawia się bardzo szybko (tu z pewnością zaprocentowało granie w przeszłości w DiXita), lecz z kolei niektóre kawałki muszę odsłuchać wiele razy, zanim zdecyduję się na tytuł. Cóż, życie. Czasem oryginalny tytuł jest trafny, kojarzy się. Wtedy go zostawiam, nie ma co zmieniać na siłę. 
Na tym etapie możesz odkryć, że niektóre utwory w folderze jednak odstają od reszty. Zastanów się, czy je zostawić, czy może ich miejsce jest w koszu. Albo dać im szansę w nowym folderze.

No i tyle przygotowań.

Tylko tyle, i AŻ tyle. Jak by nie patrzeć, każdy utwór ma swoją długość i przesłuchanie wszystkiego (parokrotnie!) zajmie spoooro czasu. Jasne, ręce ma się wolne, można lepić pierogi czy robić na drutach. Ale jednak trzeba pamiętać, że priorytetem jest muzyka. Jeśli nie umiesz w multi-tasking (jak ja, niestety), to po prostu trzeba usiąść i poświęcić ten czas. Trudno.
Z drugiej strony, pociesz się tym że osłuchanie się z muzyką zaprocentuje – będziesz w stanie łatwiej i celniej dobrać ścieżkę do prowadzonych scen.

Ogólnie, warto poszerzać swoją bibliotekę. Graczom też utwory się “osłuchują” i lubią być od czasu do czasu zaskoczeni czymś nowym. Po prostu, kiedy coś wpadnie ci w ucho, zapisz sobie do sprawdzenia na później. Możesz też aktywnie rozejrzeć się za nowymi utworami. Jeśli trapi cię pytanie, ile tej muzyki powinno być, już służę odpowiedzią: 5 kawałków na folder to absolutne minimum, 12 to komfort, 20 to rozpusta. 

Jak wykonać?

Kiedy masz już muzę posortowaną i ponazywaną, chyba dość łatwo przewidzieć co dalej:
Prowadzisz i puszczasz.

Kiedy zaczyna się scena, wrzuć cały pasujący do niej folder na listę odtwarzania. Na pierwszy ogień wybierz utwór, który wydaje ci się, że najbardziej będzie pasował – on wytyczy “nastrój” dla graczy. Potem, jeśli wpasował się idealnie, zapętl ten jeden utwór (nie przeszkadza to tak mocno, jak ci się wydaje). Jeśli jest po prostu ok, albo scena jest zmienna, jeszcze się rozwija itp., ustaw zapętlenie całego folderu (raczej losowo, niż po kolei). Jeśli przypasował słabo, albo daj szybko następny, albo po prostu wyłącz muzykę – poszukiwanie przez ciebie odpowiedniego kawałka rozkojarzy ci graczy bardziej niż brak podkładu.

Początkowo wybranie pierwszego utworu może wydawać się trudne – niektóre kawałki pewnie już kojarzysz, ale przecież nie wszystkie! Nie szkodzi, przecież po to nadawałaś te tytuły. Korzystaj z nich. Rzuć okiem i szybko wybierz najlepszy. Czasem sama będziesz zaskoczona jak przypasuje.
Z czasem pewnie zapamiętasz coraz więcej utworów i będzie ci coraz łatwiej.

A co, spodziewałaś się, że powiem, żebyś przygotowując sesję (czyli już wcześniej), notowała jakie utwory użyć do danych scen? No nie no, oczywiście że tak można. To się bardzo chwali, taka metoda. Popieram, polecam, ale… to nie dla mnie. Ja jednak jestem leniwym Mistrzem Gry i moja metoda w zupełności mi wystarcza. Powiem tylko, że mimo wszystko, twoim graczom zależy bardziej na twoim głosie i twojej opowieści, niż na muzyce. Ma być ona pomocą, nie celem samym w sobie. Jeśli poświęcasz dużo uwagi na to by kontrolować ściśle jaki utwór płynie w danym momencie – lepiej przerzuć tę uwagę na graczy. Oscara za dobór ścieżki muzycznej i tak nie dostaniesz. A nawet jeśli – to będzie to tylko nagroda pocieszenia, bo nie jest to równoznaczne z byciem najlepszym Mistrzem Gry.

Jeśli po kilku sesjach puszczanie muzyki dalej ci idzie raczej opornie, mieszasz się i plączesz, albo utwory zaburzają przepływ sesji (w sensie, że są źle dobrane), to może warto dać sobie z tym spokój? Przestoje na sesji nie są tego warte. Zakładam, że gracze będą cierpliwi – w końcu starasz się udoskonalić swoje sesje – ale i ich to w końcu zmęczy. Postaw na ambient, albo w ogóle na ciszę. Brak muzyki na sesji to nie koniec świata!

A, jeszcze zapodam ciekawostkę, co sobie będę żałować. Miałam takiego gracza, co był dobrym dj-em. Na początku sesji przekazywałam mu laptopa (wtedy jeszcze nie odkryłam tabletów) i to on obsługiwał listę odtwarzania. Okazało się to całkiem owocnym rozwiązaniem, miał niezłe wyczucie i wybrane przez niego utwory nieraz polepszyły wrażenia ze sceny (co ciekawe, czasem trafiał w ciemno, nie wiedząc co ma się wydarzyć). Ja – MG – miałam jedną sprawę mniej do ogarnięcia, a on – JJ – miał jakieś zajęcie. Nie oszukujmy się bowiem, gracze potrzebują czasem zwrócić uwagę w innym kierunku. Więc można powiedzieć, że upiekłam wtedy dwie pieczenie na jednym ogniu. Może było mi trochę głupio, że ktoś mnie wyręcza – ale rzeczywiście robił to lepiej ode mnie i robił to chętnie. Grzech nie skorzystać.

Zresztą, było to zanim zaczęłam zmieniać nazwy plików. Teraz idzie mi lepiej. Na tyle dobrze, że doradzam innym jak to robić, ha!

Granie Online

No i oto doszliśmy do miejsca, gdzie mój sposób można o kant tyłka rozbić. Bowiem kiedy gramy na Discordzie, Skypie, czy Roll20, twoje foldery i tytuły na dysku nie mają znaczenia. Smutno mi, ale będę pisać dalej.

Pomysł 1: szukałam na smartfonie aplikacji, która pozwoliłaby słuchać synchronicznie tego samego utworu, wrzuconego z mojego dysku. Niby są, ale tylko z youtube, albo innych serwisów muzycznych, których nie użytkuję. Z synchronizacją też bieda. Wypróbowałam ich kilka z mężem, ale same zawody.

Największe nadzieje wiążę z Watch2Gether, które faktycznie pauzuje wszystkim słuchającym w tym samym momencie i odtwarza w tej samej sekundzie. Jeśli kiedyś zdecyduję się na muzykę w sesjach online, to pewnie właśnie z pomocą tego serwisu. Jednak 1) jest tylko na PC, 2) każdy widzi listę odtwarzania (żegnaj zaskoczenie), no i raczej tak by się nie wydarzyło, ale 3) każdy może zatrzymać lub zmienić muzykę. No i oczywiście 4) musisz korzystać z zasobów z sieci (youtube, etc.), a nie swojego dysku. 
To nie jest tak, że tej muzyki tam nie ma – są spore szanse, że jest. Trzeba tylko znaleźć (użycie gotowego “3h muzyki takiej a takiej” wydaje się kuszące, ale odradzam. Prędzej czy później coś nie przypasuje, a wtedy nie wiesz o ile przewinąć żeby dać następny kawałek. To stresujące i wybija wszystkich z rytmu), a potem wkleić linki. Zresztą, zamiast szukać, można wrzucić własne filmiki, nawet ukryte. Trzeba tylko, cóż, załadować je. A potem wklejać wszystkie w formie linków. Tylko dla cierpliwych.

Pomysł 2: puszczenie muzyki na głośnikach, tak by łapał ją mikrofon.
Niedobre kiedy masz śpiące dzieci albo drażliwych sąsiadów.
Jakość tego co usłyszą gracze – taka se, raz słychać, raz nie.

Pomysł 3: Roll20 – Tu przynajmniej można wrzucić własną muzę z dysku. Ale – oczywiście – jest limit miejsca na wirtualnym dysku. Wspomnienia mam mętne, bo sprzed paru lat, ale pamiętam, że tworzenie tam folderów to była jakaś nierówna walka – przegrałam ją i zrezygnowałam. Nie wykluczam, że coś się zmieniło w tej kwestii, ale nie sprawdzałam. Jeśli planujesz związać się z tym serwisem na dłużej, być może warto powalczyć, by mieć swoją bibliotekę muzyczną online. 

Pomysł 4: boty na Discordzie. Podobny problem jak w 1) – wklejaj pani te 50 linków. Jeszcze dodatkowo obsługa bota komendami. Nie daj boziu pójdzie literówka i będzie trzeba klepać jeszcze raz. Gracze muszą wyciszyć kanał tekstowy, bo inaczej będą co chwilę dostawać powiadomienia (a są przecież łajzy technologiczne, co nie będą umieć).
Dodatkowo, jedyny bot którego używałam, grał mega mega głośno. Jedynie na 1-2% głośności nie zagłuszał graczy i nie powodował trwałych uszkodzeń słuchu. Podobno jest jakiś drugi, lepszy, ale nawet nie szukałam, bo dla mnie te komendy to jest męczarnia, szkoda na to czasu i nerwów. 

Pomysł 5: grać bez muzyki. Tak też zrobiliśmy. Po różnych próbach i pomysłach to okazało się najlepszym rozwiązaniem. Owszem, na początku czegoś brakowało, ale z czasem przywykliśmy. Można by było na najważniejsze sceny zapuścić jakiś kawałek, używając jednego ze sposobów wymienionych wyżej. Jednak jak dla mnie, za dużo z tym kombinowania (jest to utrudnienie również dla innych) i dałam sobie spokój. 

Czy stosować?

Podsumowując, muzyka na sesji jest łatwo dostępnym i popularnym narzędziem, które potrafi wzmocnić odbiór sceny i pozytywnie wspiera dyscyplinę u graczy. Jeśli planujesz długą kampanię (albo pojedyncze sesje, ale w podobnym settingu), zdecydowanie warto poświęcić te kilka godzin, twój trud z pewnością się opłaci.
Jednak nie ma obowiązku. Nie daj sobie wmówić, że jeśli na twojej sesji brakuje muzyki, to jesteś źle przygotowana. Owszem, to powszechnie używany patent, ale stała obecność podkładu muzycznego na sesji to kwestia nawyku, a nie konieczności. I bez tego można z powodzeniem zbudować napięcie, dramatyzm. Powtórzę, bo to istotne, że ważniejsze od muzy są twoje słowa, twoja fabuła, twoi NPC-e. Sesja nie ma być zjazdem muzofili, tylko przygodą! 

Poeksperymentuj i zdecyduj sama.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s