Kids on Bikes – Sesja 5

Wstęp:

Od ostatniej sesji minęły dwa tygodnie. W zeszłą środę Lupus uciął sobie nieplanowaną drzemkę i nie graliśmy bez niego. W przeciwieństwie do sytuacji z Kostkiem (z sesji 1) nie mogłem rozdzielać postaci graczy, byłoby to bardzo sztuczne i naciągane.

Wydaje się, że czternaście dni to wyjątkowo dużo czasu na przygotowanie sesji. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Sesja piąta miała być w pewnym sensie przełomowa, miał być to półmetek, który wrzuci graczy na odpowiednie tory. Tylko był jeden problem. Do ostatniej chwili wahałem się nad pewną rzeczą. Na obecnym etapie kampanii, nadal mogłem pchnąć opowieść w dwóch różnych kierunkach, które ostatecznie i tak zakończyłyby się w tym samym miejscu. Decyzję podjąłem tuż przed sesją i wybrałem bezpieczniejszą dla mnie opcję. Opcję, która była prostsza do poprowadzenia, a dla graczy – do rozwiązania.

Przez pierwsze siedem dni nawet udało mi się wymyślić dokładnie sesję. Miałem sporządzone notatki w moim Rocket Booku (polecam, świetna rzecz – link). Zajmowały nawet pięć stron, co jak na mnie stanowi całkiem sporą ilość. Przez następne siedem dni rozważałem różne wątki i ostatecznie pierwotny scenariusz uległ modyfikacjom. Powodem tego był fakt, że podjąłem decyzję i zdecydowałem się już na tę drugą opcję, którą opiszę w części fabularnej.

Ponieważ na sesję miała przyjechać Yuki wraz z Kostkiem, a tylko Lupus miał grać po sieci postanowiłem przygotować podkład muzyczny. Znalazłem w miarę pasujące utwory ambientowe i przypisałem je do konkretnych etapów na sesji.

Na dzień przed sesją znalazłem assety do tworzenia nowoczesnych map w przeznaczonej do tego aplikacji Wonderdraft. Połowę wieczoru spędziłem na rzucaniu mięsem pod nosem. Nie dlatego, że Wonderdraft jest trudny w obsłudze. O co to to nie. Już się nim bawiłem i jest bardzo przyjazny. Najzwyczajniej w świecie nie byłem zadowolony z planu Riverdale, ciągle mam w głowie mapę, którą wykonałem na sesję Naruto. Trudno, wyszło jak wyszło, musi wystarczyć graczom. Mapę wręczyłem w pierwszych minutach sesji.

Na sam koniec wydrukowałem materiały dodatkowe, które były gotowe od sesji numer 3.

Poglądowa mapa Riverdale

Tak wyposażony i przygotowany, aczkolwiek nie do końca pewny siebie, mogłem zacząć prowadzić.

Fabularnie:

Nie zważając na wątpliwości Jasona, cała grupa udała się w kierunku miasta. Gdy dotarli na skraj lasu, ich oczom w oddali ukazały się miejskie zabudowania. Jak na obecną porę dnia było nadzwyczaj cicho i spokojnie. Postanowili udać się do domu Murphey.

Zbliżyli się do Riverdale, a ich oczom ukazały się opuszczone ulice, miasto wyglądało zupełnie na wymarłe i dawno opuszczone przez ludzi. Kępy trawy wyrastały z popękanego asfaltu oraz płyt chodnikowych – natura powoli odzyskiwała to co zagrabili ludzie. Pnące się rośliny zaczynały otulać fasady budynków. Szli przez miasto rozglądając się. Zapachy jakie docierały do ich nozdrzy były swoistą mieszanką przeróżnych aromatów. W zależności od miejsca, w którym się znajdowali, mogli wyczuć przyjemny zapach polnych kwiatów, smród śmieci z kontenera, zapach wody nad jeziorem, paskudny i nieprzyjemny odór którego nie potrafili zidentyfikować, spaliny samochodowe, dym palonego drewna, zapach leśnej ściółki. Co ciekawe, na ulicy nie walały się żadne śmieci, nie było odpadów oraz rozbitego szkła. Okolica była czysta.


Jednak nie to było najbardziej niepokojące. Miasto było inne niż to, z którego wyruszyli. Owszem, układ ulic zdawał się być ten sam, nawet sklepy i budki telefoniczne były w podobnym miejscu, jednak ich wygląd był przedziwny. Szybko zauważyli, że miasto jest jakby połączeniem wielu różnych Riverdale. Wyglądało jak wydrapywanka  z różnych czasów, zupełnie jakby ktoś podarł zdjęcia miasta z różnych czasów i postanowił zrobić z nich mozaikę zachowując położenie i kształt budynków oraz ulic.

Ostatnią rzeczą jaką wyróżniało się miasto, były odgłosy, które docierały do ich uszu. Czasami słyszeli szary szum, niekiedy jakieś szmery lub szepty nieznanego pochodzenia. Natomiast najgłośniej było słychać dźwięk jakby coś się rozrastało lub zrastało w nienaturalny sposób. Nie byli jednak w stanie zlokalizować źródła.

Dźwięk w tle jest tym, który sprawił mi problem z opisaniem. Tak zwany odgłos “rozrastania się”

Nie pamiętam kto to powiedział, ale padło zdanie “może to świat Doppelgangerów?” – prawdopodobnie Brittany, ale równie dobrze mogło to paść w jej kierunku.

Ulica, przy której znajdował się dom Murphey, również się różniła od wersji znanej bohaterom. Na całej długości znajdowały się progi zwalniające, których normalnie tutaj nie było. Warzywniak na końcu ulicy wyglądał jakby był zlepiony i zmieszany z dawnym zakładem tapicerskim, który wiele lat temu znajdował się w tym miejscu.. Na podjeździe u drugiego sąsiada stał dobrze zadbany Van, który normalnie był zniszczony i zardzewiały. Teren dookoła nadal był czysty i uporządkowany. Zupełnie jakby wszelkie małe przedmioty, które mogły z łatwością się walać i ‘przemieszczać’ zniknęły.

Murphey była świadkiem jak Van przeszedł przemianę i szybko zardzewiał, opony zniknęły, a sam pojazd stał oparty na bloczkach betonowych, co ją mocno zaniepokoiło.

Jacob oraz Brittany zauważyli, że wnętrza również są mozaiką. Meble z różnych epok, a ściany wykończone w różny sposób. Dodatkowo dowiedzieli się co jest źródłem odgłosu ‘rozrastania się’. Dźwięk towarzyszył zmianom w otoczeniu. Zauważyli jak jedna ze ścian domu, do którego zaglądają, zaczęła zmieniać swój wygląd – wcześniej pomalowana na biało, teraz zaczęła pokrywać się boazerią. Wyglądało to tak jakby z jednego z punktów na środku powierzchni boazeria zaczęła się rozrastać na całą długość.

Jacob natomiast nie znalazł w warzywniaku spożywczo-tapicerskim żadnych narzędzi, żadnej spożywki czy żadnych napojów. W tym momencie do graczy dotarło, że nigdzie nie ma żadnych małych, łatwo przesuwanych przedmiotów. Jacob wszedł na zaplecze sklepu, a rozglądając się zauważył przez okno na tyłach sklepu grzbiet czarnego, wysokiego zwierzęcia, prawdopodobnie spotkanego wcześniej wilka. Nie myśląc za długo wybiegł na zewnątrz i z palcem przy ustach (aby nikt nie krzyknął) kierował się do reszty. Gdy już miał powiedzieć co widział, na stary zardzewiały Van wskoczył ogromny czarny wilk, z niebieskimi ślepiami i maską na pysku. Tym razem rozsądek wziął górę u wszystkich i rzucili się do ucieczki. 

Paszcza wilka

Drużyna uciekała dobrych kilka minut w kierunku lasu, do momentu aż stracili dech w piersiach i musieli zwolnić. Okazało się, że wilka nie ma, ale nie ma też Jasona. Zaniepokojeni rozejrzeli się za czymś, co może im pomóc w walce z wielką bestią. Wyrwali kilka sztachet z płotu i postanowili wrócić po postać Lupusa, mając nadzieję, że nie został już pożarty.

W tym czasie Jason wisiał na drzewie, a pod nim siedział wilk, który najwyraźniej czekał aż obiad sam spadnie mu pod łapy. Lupus perspektywy miał marne. Jason zauważył, że  obok drzewa przebiegała linia napięcia, która dostarczała prąd do pobliskiego domu. Szybko wpadł na pomysł by za jej pomocą dostać się na dach budynku obok. W momencie skoku, na końcu ulicy pojawili się jego przyjaciele odwracając uwagę wilka od potencjalnego obiadu. Na szczęście dla Lupusa, doskoczył do swojego celu i złapał kabel, w którym nie płynął prąd. Na nieszczęście pozostałych wilk ruszył pędem w ich kierunku.

Bohaterska trójka wykonała taktyczny manewr odwrotu i uciekła do najbliższego domu, w ostatniej chwili zamykając za sobą drzwi, w które z całym impetem wilk. Na piętrze z małymi problemami znaleźli klapę, za którą znajdowało się wejście na poddasze – schody strychowe. Otworzyli klapę i szybko wspięli się na górę. Gdy ostatnia postać, Jacob, rozpoczynała wspinaczkę,  rozległ się dźwięk roztrzaskanego drewna – wilk wdarł się do środka. Nim zdążyli zamknąć za sobą klapę, bestia wbiegła na piętro i skoczyła w ich kierunku. Jacob w ostatniej chwili schował się w środku. Swoją masą i impetem wilk roztrzaskał schody. Mimo, że gracze zdawali się być bezpieczni to jednak zakryli otwór wielkim kartonem.

W tym czasie Jason przesuwając się po linii napięcia dotarł na dach garażu najbliższego domu. Wybił szybę w oknie na piętrze i wślizgnął się do środka. Po krótkich oględzinach nie znalazł w środku nic ciekawego. Murphey natomiast wyszła wyłazem na dach. Na ten sam pomysł wpadł Jason, który wyszedł ponownie na dach garażu. Krzycząc do siebie uzgodnili, że trzeba przeczekać pewien czas aż wilk zniknie i dopiero wtedy uciec do Wideł Diabła. 

Na dworze było szaro, niebo było przesłonięte cienką warstwą chmur, dokładnie tak jak jeszcze kilka godzin temu przy domku na drzewie. Gdy gracze zaczęli ‘rozgaszczać się’ w ‘swoich’ domach, nagle zmieniła się pora dnia. W mgnieniu oka zaszło słońce, wyszedł księżyc, a na niebie zaczęły świecić gwiazdy. Miasto pogrążyło się w ciemnościach. Gracze zgodnie uznali, że w nocy nie mają najmniejszych szans na bezpieczny powrót i poszli spać.

Gdy obudzili się, było jeszcze ciemno. Byli wyspani i wypoczęci, tylko trochę głodni. Dookoła było cicho i spokojnie, a po wilku nie było śladu. Ostatecznie cała czwórka zebrała się na dole i ruszyli w stronę domku na drzewie. Gdy opuszczali miasto zauważyli, że nad wzgórzem, pod którym znajduje się jaskinia, góruje ogromne drzewo. Wysokie na minimum trzydzieści metrów o bardzo rozłożystej koronie. Zastanawiało ich skąd się tam wzięło. Czy było tam od początku, tylko tam byli zaaferowani miastem, że nie zauważyli czy pojawiło się przez noc? Tego nie byli pewni, chociaż Brittany miała podejrzenia, że nie zwrócili na nie uwagi wcześniej.

Trochę czasu zajęło im odnalezienie domu na drzewie. Na miejscu posilili się starymi, ale zjadliwymi konserwami. W trakcie ich posiłku wzeszło słońce. Brittany uświadomiła sobie jak bardzo będzie miała przekichane u rodziców. Murphey uznała jednak, że nie będzie tak źle, bo przecież odnaleźli Jacoba.

Najedzeni i wypoczęci udali się do Wideł Diabła. Po przejściu przez wąski tunel znaleźli się po drugiej stronie. Do ich uszu dotarły dźwięki żyjącego lasu. Postanowili udać się ponownie do Murphey. Po drodze zahaczyli o stację benzynową. Okazało się, że gazety były z dnia 05.09, a zegar na ścianie pokazywał 14:36, co mocno zaskoczyło graczy. Ich zegarki wskazywały 8:00 rano dnia 04.09. Nim dotarli do domu Murphey, ustalili wspólną wersję wydarzeń: ruszyli na poszukiwania Jacoba, ale po tym jak go znaleźli to zgubili się w lesie i dlatego ich tyle nie było. Uznali też, że nie warto wspominać o wilku, dziwnym mieście i wszystkim tym, w co im i tak nie uwierzą.

Na ulicy, przy której mieszkała Murphey zauważyli, że pod jej domem stoi radiowóz. Zwrócili też uwagę, że jeden z sąsiadów naprawia drzwi wejściowe do domu. Z ciekawości zapytali się go co się stało. Okazało się, że zamek się zepsuł i musiał go wymienić, a także zawiasy zaczęły skrzypieć, więc musiał je naoliwić.

Cała grupa udała się do domu Murphey. W środku był policjant, który właśnie skończył rozmowę z jej rodzicami i miał wychodzić. Jason zaczepił go przy wejściu prosząc by zawiózł jego oraz Brittany do domu. W tym czasie Jacob zadzwonił do swojej mamy, która kazała mu się nie ruszać z miejsca, bo już po niego jedzie.

W tym samym  czasie działo się kilka rzeczy:

Murphey: Rodzice ucieszyli się na widok swojej córki. Nie obyło się od wykładu na temat całego zdarzenia, zamartwiania się i tak dalej. Na koniec dostała szlaban do końca weekendu i ma nadrobić zaległości. Jeżeli w niedzielę okaże się, że czegoś nie umie to szlaban będzie przedłużony.

Brittany: Drzwi otworzyła jej matka, która bez słowa wpuściła ją do środka. Skruszona postać Brittany zaczęła od “przepraszam mamo!”. Ona również dostała swój wykład i szlaban do końca weekendu, który obejmował także wstęp do jej piwnicy.

Jason: Wujek przekazał, że powiadomił jego rodziców. Jason postanowił sam porozmawiać ze swoim ojcem na temat zaginięcia. Podczas tej rozmowy Jonathan przypomniał mu, że tylko mając dobre oceny może liczyć na pracę w firmie. Dodatkowo wspomniał, że w przyszły weekend przyjeżdżają z rodziną Rees i ich córką do Riverdale.

Jacob: Uradowana matka zadbała o to by jej syn dostał ulubiony obiad – czyli naleśniki. Była również bardzo przejęta czy nic mu się nie stało i gdzie się podziewał, jednak obyło się bez wykładu czy kary.

Tak minął graczom piątek. 

W sobotę Jason skorzystał z braku kary. Przypomniał sobie o symbolu, który widział na drzewie. Około południa odwiedził lokalną bibliotekę i wypożyczył kilka książek, w których mógł znaleźć o nim informacje. Zadzwonił do Jacoba oraz Murphey mówiąc, że pod pretekstem odpisywania lekcji spotkają się u Brittany by omówić to co się stało i znaleziony przez niego symbol. Murphey po krótkiej rozmowie z mamą dostała pozwolenie na wyjście z domu. Miała tylko zadzwonić jak dotrze na miejsce, jak będzie wychodzić i ma być z powrotem przed 20:00.

Postanowiłem nie utrudniać graczom i mama Brittany pozwoliła im uczyć się w piwnicy. Gdy wszyscy byli w komplecie, Jason opowiedział o symbolu, który zauważył na drzewie i wyjął książki z plecaka, w których powinno być więcej informacji na jego temat. Problemem były jednak lekcje do odpisania. Murphey bała się przedłużenia szlabanu. Z tego powodu Brittany zadzwoniła do kolegi z klasy Oliviera, który zgodził się pożyczyć zeszyty. W ten sposób, w tak zwanym międzyczasie, zdobyli notatki z zajęć. Natomiast w książkach z biblioteki odnaleźli informacje o symbolu. Nazywa się on “Axis Mundi”, a wszelkie informacje jakie znaleźli gracze znajdują się w pliku do pobrania.

Rachunek sumienia:

Sesję miałem dość dobrze przygotowaną. Notatki, dodatkowe materiały, mapa, muzyka. Niestety gdy przyszło co do czego, wyszło nie najlepiej. Nie jestem zadowolony z odtwarzania muzyki. Odzwyczaiłem się od kontrolowania podkładu muzycznego, dlatego czasem o nim zapomniałem i nie zmieniłem utworu gdy było trzeba. Poza tym zdawał się momentami nie do końca pasować, a szkoda.

Dodatkowo opis zmian w mieście nie był przeze mnie doszlifowany. Doskonale wiedziałem co chcę przekazać, miałem dokładną wizję tego co gracze mają tam napotkać. Jednak nie umiałem w pełni przekazać tych wszystkich zmian, jak wygląda miasto, fasady budynków. Zabrakło mi słów, chyba po raz pierwszy od dawna. Jednak nie to było najgorsze. Nie umiałem zupełnie nazwać dźwięku, który towarzyszył tym zmianom.

Być może czytając ten wpis, nie mieliście takiego odczucia. Wydaje mi się, że całkiem zgrabnie przekazałem moją wizję. Niestety, podczas sesji nie poszło tak gładko. 

Są jednak elementy, z których jestem zadowolony. Według mnie tempo sesji było odpowiednie. Gracze dowiedzieli się tego, co chciałem im przekazać. Myślę, że w ostatecznym rozrachunku mają poczucie czym jest drugi wymiar. Jak mniej-więcej działa i gdyby chcieli tam wrócić to są w stanie się przygotować do tego.

Kolejną udaną kwestią są rodziny postaci graczy. Ich różne reakcje i zachowanie na powrót zagubionych postaci były całkiem niezłe. Udało mi się, po raz kolejny, podkreślić i pokazać, że są to zupełnie różni NPC – nie tylko z imienia i nazwiska, ale także różnią się w zachowaniu, sposobie wysławiania itd.

Ostatnią udaną rzeczą są materiały przygotowane na sesję. Galeria zdjęć powoduje, że w wielu momentach nie muszę tak mocno bazować na opisie. Notatki o Axis Mundi są obszerne i z pewnością posłużą jeszcze graczom, a sama mapa? Jakaś część mnie, ta co odpowiada za perfekcjonizm oraz zmysł estetyczny, cierpi gdy ją widzi, to jednak dała ona graczom całkiem niezły ogląd na topografię miasta. Na obecnej sesji mało się przydała, ale z pewnością gracze zrobią z niej jeszcze użytek.

Na koniec muszę przyznać, że zapomniałem o wielkim drzewie i nie wspomniałem o nim graczom przez większość sesji, co mogło wprawić w zakłopotanie. Można było odczuć, że nagle się pojawiło i wyrosło – owszem pasuje to do miejsca, w którym się znaleźli, jednak nie taki był plan. Oczywiście, udało mi się wybrnąć z tej sytuacji testem i improwizowanym opisem, ale nadal – wyszło jakoś tak dziwnie. Poza tym miałem to wszystko w notatkach na sesję, a mimo to umknęło.

Dla purystów symboli, kultury celtyckiej itp. Wiem, że [ten] symbol to Celtic Knot i ma inne znaczenie. Jednak pasował mi do sesji i na potrzeby fabuły został czymś innym.

W środę sesja 6. Jest dobrze.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s