Kids on Bikes – Sesja 4

Wstęp:

Przygotowanie się do czwartej sesji było proste, nawet banalne. Nie potrzebowałem poświęcać specjalnie dużo czasu żeby wiedzieć jak pokierować fabułą aby gracze znaleźli się tam gdzie chcę. Miałem tylko dwie niewiadome. Nie wiedziałem w jakiej kolejności gracze podejmą kolejne kroki. Nie byłem też pewien jak dużo czasu sesji zajmie im dotarcie do finału czwartej odsłony. Jednak na to nie mam wpływu. Nie chciałem też ich poganiać niepotrzebnie, aby nie czuli, że ścigają się z czasem. Sam wiem po sobie, że takie popędzanie łatwo wyczuć i psuje to klimat.

Natomiast moje przygotowania skupiły się bardziej na dopracowaniu głównej osi fabularnej. Rozrysowałem sobie mały diagram, zapisałem kilka uwag w notatniku. Całość nie zajęła więcej niż jedną stronę A4. Skromnie, to prawda, ale wystarczająco. Pewnie wszystkim nasuwa się pytanie, dlaczego? Dlaczego, tak skromnie? Czy aby na pewno tyle wystarczy?

Częściowo odpowiedziałem na to w poprzednim wpisie, gdy wspominałem o wstępnych przygotowaniach do sesji. 

Po pierwsze: mam już stworzony spis  lokacji z opisem i historią danego miejsca. 

Po drugie mam już gotowe rodziny graczy, powiązania pomiędzy NPCami i same NPC sprawiają, że pod tym kątem dużo do roboty mi nie zostało. 

Po trzecie: mam też w głowie co chcę osiągnąć w połowie kampanii i jakie ma być zakończenie, do którego wszystko dąży. 

Po czwarte i ostatnie: konstrukcja świata przypomina zamknięty sandbox, w którym gracze mogą pójść do dowolnego miejsca i rozwiązać swoje problemy w przeróżny sposób, dlatego też nie mam możliwości przygotowania się na wszystko.
Przed sesją miałem też nadzieję, że moja fantazja nie poniesie mnie zbyt daleko. Nie chcę sobie komplikować fabuły, a ciągle chcę zmieścić się w dziesięciu sesjach. 

Gdy nadeszła godzina 20:30, rozpoczęliśmy sesję. Nadal bez Kostka. Gracze nawet już się nie kłócili, że nie będą grać bez niego. 

Fabularnie:

Ostatnia sesja skończyła się w momencie gdy Paul przekazał Murphey kartki papieru. Była to ręcznie rysowana mapa. Papier był wyraźnie stary, pożółkły oraz zniszczony na krawędziach. Widoczne były plamy po zalaniach, ale całość można było spokojnie odczytać. Niestety, punkty zaznaczone na mapie, która wyglądała jak instrukcja dotarcia do celu, nic graczom nie mówiły. Ponieważ już robiło się powoli późno, cała grupa – Murphey, Brittany oraz Jason – postanowiła się rozejść do swoich domów. 

Discman znaleziony przez Jasona

Brittany zajęła się czyszczeniem dywanu, na którym poprzedniej nocy zostawili brudne ślady butów. Było to niezbyt przyjemne i czasochłonne zajęcie.

Jason po powrocie do domu i postanowił przesłuchać całą płytę, którą znaleźli z discmanem. Zamknął się w swoim pokoju, położył się na łóżku, włożył słuchawki do uszu i nacisnął przycisk play. Na krążku znajdowało się dwanaście rockowo – metalowych utworów, oto i one:

1. Metallica – Enter Sandman [link]

2. Ozzy Osbourne – Crazy Train [link]

3. Dio – Holy Diver [link]

4. Iron Maiden – Rime Of The Ancient Mariner [link]

5. Slayer – Die By The Sword [link]

6. Mercyful Fate – A Corpse Without A Soul [link]

7. Metallica – Master of Puppets [link]

8. Thin Lizzy – Jailbreak [link]

9. Scorpions – Virgin Killer [link]

10. Trapeze – Medusa [link]

11. Rainbow – Run With The Wolf [link]

12. Judas Priest – Beyond The Realms Of Death [link]

Niestety składanka nie była zbytnio w klimacie Jasona, ale niektóre zespoły muzyczne nawet kojarzył.

Murphey natomiast gdy dojechała pod dom, zauważyła, że jej ojciec szykuje samochód do wyjazdu – garaż był otwarty i właśnie auto było wyprowadzane na zewnątrz. Po krótkiej rozmowie dowiedziała się, że dziadkowi się pogorszyło i jego lekarz zgodził się go przyjąć wieczorem. Zaniepokojona i zdziwiona obrotem spraw weszła do środka. Przy wejściu była już ubrana jej mama, która próbowała założyć buty dziadkowi. Ten ciągle mamrotał pod nosem “tik, tak, tik, tak, nie znowu, nie znowu, tik, tak…”. Zdawał się być nieobecny myślami, nie reagował na żadne polecenia. Gdy matce Murphey udało się założyć mu buty i zaczęła go wyprowadzać na zewnątrz, Matthew (bo tak się nazywa dziadek) zrobił kilka szybkich kroków w stronę naszej bohaterki i szepnął jej do ucha “on wrócił”. Dodatkowo Murphey chyba po raz pierwszy w życiu zauważyła, że wzrok dziadka jest wyjątkowo obecny i skupiony – jak nigdy wcześniej w życiu Murphey.

Gdy rodzice wraz z dziadkiem odjechali samochodem, Murphey zadzwoniła do domu Brittany, aby z nią porozmawiać. Odebrał Brantley, który w krótkich słowach zawołał swoją siostrę do telefonu “te, dziwaku, do ciebie”. Nie obyło się oczywiście bez upomnienia przez matkę, że nie wolno tak się do siebie odzywać. Rozmowa trwała dłuższą chwilę, a dotyczyła tego co wydarzyło się przed kilkoma chwilami z dziadkiem. Niestety nie pamiętam do jakich wniosków doszli gracze, jednak wiem, że zaniepokoiło ich to, a także pobudziło wyobraźnię Brittany.

Po zakończonej rozmowie Murphey przeszukała pokój dziadka, pod kątem jakichkolwiek podpowiedzi lub powiązań z Ligą Awanturników lub tym co się aktualnie dzieje w mieście jednak bez efektów. Jej starsza siostra również nic na ten temat nie wiedziała, a strych był tak zawalony kartonami z “samymi potrzebnymi rzeczami”, że poddała się i poszła spać. Reszta postaci również położyła się wcześniej.

Dla Brittany oraz Jasona poranek był standardowy. Poranna toaleta, śniadanie i dojazd rowerem do szkoły. Natomiast Murphey uświadomiła sobie, że tak naprawdę niewiele wie o swoim dziadku – poza podstawowymi faktami, gdyż dziadek od kiedy pamiętała przebywał w swoim własnym świecie i wydawał się nie zauważać otaczających go ludzi. Postanowiła zatem wyciągnąć kilka informacji od swojej mamy. Ta jednak wiele nie zdradziła. Powiedziała jedynie, że jej ojciec miał około 30 lat temu wypadek i od tamtej pory jest jaki jest. Jednak zaproponowała swojej córce podwózkę samochodem do szkoły. W samochodzie Edith (dla przypomnienia: tak nazywa się mama Murphey) początkowo milczała, ale w pewnym momencie postanowiła wyjawić rąbka tajemnicy o wydarzeniach sprzed 30 lat. Opowiedziała, że jej ojciec był dawniej nauczycielem w tym samym liceum, do którego obecnie uczęszcza Murphey. Dodatkowo w trakcie wakacji prowadził dla niewielkiej grupy uczniów tak zwaną “Ligę Podróżników”. Jednak nie była do końca pewna tej nazwy. Liga w trakcie wakacji często robiła wycieczki w teren, czasem nawet na wiele dni zszywając się w lesie czy na szlakach. Natomiast sam wypadek był tragicznym wydarzeniem w życiu dziadka. Tutaj Murphey wyczuła, że nie jest to miłe wspomnienie dla jej mamy. W prostych i krótkich słowach Edith opowiedziała co się wydarzyło podczas jednej z wypraw 30 lat temu. Gdy Liga była w trakcie jednej ze swoich wypraw w lesie, zerwała się potężna burza, podczas której zaginęło dwoje uczniów, a Matthew z kolei opowiadał, że w tym całym zamieszaniu coś ich zaatakowało. Jednak krótko po tym pojawiła się u niego demencja i zaczął się mieszać w zeznaniach, aż ostatecznie doprowadziło go to do stanu w jakim jest obecnie. Dojeżdżały właśnie na parking pod szkołą gdy mama Murphey skończyła opowiadać o wydarzeniach sprzed lat. W tym samym czasie Brittany oraz Jason zapinali swoje rowery przy rowerowni. Ostatecznie trójka bohaterów spotkała się przed szkołą. Murphey podzieliła się nowinami. Po tych wieściach bardzo szybko ustalili plan działania na najbliższe przerwy pomiędzy zajęciami.

Wyglądał on następująco:

  • Murphey i Jason udadzą się biblioteki szukać informacji w starych gazetach na temat burzy oraz będą przeszukiwać mapy okolicy.
  • Brittany uda się do byłej nauczycielki angielskiego prowadzącej gazetkę szkolną, aby podpytać o archiwalne numery, zdjęcia lub inne informacje, które mogą się przydać.
Stara mapa znaleziona przez Paula. Szkic był robiony na szybko przed sesją. Nie miałem czasu ją postarzeć i uszkodzić na brzegach. A szkoda…

Murphey i Jason:

Murphey przeglądała przeróżne mapy i przewodniki aby skojarzyć zaznaczone punkty na mapie Ligi Awanturników z rzeczywistymi lokacjami w pobliżu miasta. Jednak nie była w stanie odszukać “Wideł Diabła”.
Jason początkowo przeglądał archiwalne gazety sprzed 30 lat w poszukiwaniu wzmianek o burzy, jednak jedyne co znalazł to następującą informację w sierpniowym wydaniu lokalnej gazety z roku 1955: “w rocznicę tragicznej burzy policja nadal nie odnalazła zaginionych, sprawa nadal pozostaje nierozwiązana”. Podzielił się tą wiedzą z Murphey.  Ta informacja ostatecznie jednoznacznie wskazała, że sprawa z dziadkiem miała miejsce w sierpniu 1954 roku. To pozwoliło im na bardziej precyzyjne wyszukiwania i dotarcie do następujących informacji: 

  • Murphey odnalazła Widły Diabła na starej mapie sprzed 1955 roku. Jak się okazało było to miejsce na północ od miasta, w lesie, w którym zbiegały się trzy strumienie i łączyły w jeden większy potok. Co ciekawe, na obecnych mapach zaznaczone są tylko dwa.
  • Jason odnalazł informację o burzy, która faktycznie miała miejsce w sierpniu 1954 roku. Była najpotężniejszą w historii regionu. Dodatkowo dziadek Murphey został oskarżony o niedopełnienie obowiązków i zostały postawione mu zarzuty narażenia zdrowia i życia swoich podopiecznych. 

W tym czasie Brittany odwiedziła swoją byłą nauczycielkę angielskiego, prowadzącą obecnie gazetkę szkolną, do której nasza bohaterka nie raz robiła zdjęcia. Postać Zosi zaczęła się dopytywać o archiwalne numery, zdjęcia i inne rzeczy z tamtych czasów, jednak nie dostała satysfakcjonującej odpowiedzi. Nauczycielka nie wiedziała czy coś takiego w ogóle w szkole jest, ale obiecała się dowiedzieć.

Natomiast co się działo w szkole. Oszczędziłem tego graczom. Dla większości czternastolatków lekcje są nudne i nieciekawe, z wyjątkiem pojedynczych zajęć. Dlatego też ja sam streściłem ich pobyt w szkole jako nudny, nieciekawy i przedłużający się. Słowem nie wspomniałem natomiast o reakcji uczniów na nieobecność Nansi czy Jacoba. Jednak gracze też nie deklarowali zainteresowania tym tematem.

Po szkole postanowili udać się do domu Murphey. Mieli nadzieję, że uda im się wyciągnąć coś więcej od dziadka. Dom był pusty – siostra Murphey nie wróciła jeszcze ze szkoły, a jej rodzice najwyraźniej byli jeszcze w pracy. Nie tracąc czasu gracze udali się do pokoju Matthew. Dziadek siedział na swoim ulubionym fotelu i wpatrując się w okno słuchał radia. Nie reagował na żadne próby kontaktu, zupełnie jakby był nieobecny. Żadne zaczepki słowne na nic się nie zdały, dopiero gdy przystawili mu mapę przed oczy odpowiedział kilka słów: “droga do bazy wiedzie przez widły”. Murphey chciała wyciągnąć coś więcej, ale w tym momencie usłyszała dźwięk otwieranych drzwi wejściowych. To była jej mama. Drużyna szybko opuściła pokój. Gdy wychodzili, usłyszeli jak dziadek mówi  w stronę swojej wnuczki “uważajcie”. 

Zaskoczona mama zapytała się swojej córki, co robi w domu wraz z przyjaciółmi. Murphey w sprytny sposób zasłoniła się grupowym projektem szkolnym, po czym nie czekając na odpowiedź ze strony mamy, wraz z resztą drużyny wyszła na zewnątrz. Ponieważ już było popołudnie, a gracze nie chcieli tracić czasu, postanowili odnaleźć wspomniane wcześniej Widły Diabła. Ruszyli więc w stronę lasu, do miejsca, które na mapach odnalazła Murphey. 

Widły Diabła

Odnalezienie wideł nie było zbyt trudne. Tak jak opisywałem wcześniej – było to miejsce, gdzie obecnie zbiegały się dwa leśne strumienie. Mimo upływu lat było widać “małe koryto” trzeciego, wyschniętego strumienia. Zaczęli się rozglądać po okolicy. Początkowo nic nie znaleźli, ale gdy zataczali coraz większe kręgi natrafili się na coś w rodzaju wąskiego podziemnego tunelu, który prowadził w kierunku strumieni. Dodatkowo przy wejściu znaleźli stare, zardzewiałe widły z ułamanym drzewcem. Dokładniej pisząc, wdepnęła w nie Murphey obijając sobie lekko piszczel. Zajrzeli do środka, świecąc sobie przy tym latarką. Tunel nie był duży, miał około metra średnicy, nie wydawał się być wyrzeźbiony ludzką ręką, a do tego jego podłoże było pełne błota. Nie byli zachwyceni wizją przeciskania się w tym podziemnym korytarzu, ale uznali, że nie mają większego wyboru. Wszak mapa wyraźnie mówi by przejść pod widłami diabła, a rzeczonymi widłami zdawał się być zbieg trzech strumieni. Dodatkowo nie byli pewni czy ktoś ich nie będzie obserwować, a cała mapa to pewien sposób rekrutacji do Ligii. Cała trójka wcisnęła się do środka i idąc na kucaka starali się nie ubrudzić błotem. Po kilkunastu, kilkudziesięciu metrach – nie byli w stanie jednoznacznie stwierdzić – dotarli do końca tunelu, który okazał się pozornie ślepym zaułkiem. Pozornie ponieważ w tym miejscu mogli się wyprostować, czuli w tym miejscu ruch powietrza, a nad nimi przebijało się światło dnia. Ponad ich głowami znajdowało się wyjście z tunelu, częściowo zasłonięte było przez krzaki. Pomagając sobie nawzajem wydostali się z tunelu. Rozejrzeli się dookoła i faktycznie byli po drugiej stronie Wideł. Przez pewien czas dyskutowali gdzie udać się dalej. Czy wzdłuż strumieni, zgodnie z biegiem rzeki czy obrać inną drogę. Przed podjęciem decyzji rozejrzeli się ponownie po okolicy. Ponieważ nie wiedzieli co oznaczają “kratki” połączone w “łańcuszek” na mapie to Jason ruszył przed siebie by to sprawdzić. Okazało się, że jest to urwisko wysokie na kilka metrów, a on stanął u jego podnóża. Nie chcąc jednak tracić czasu na zaliczanie wszystkich punktów z mapy, uznali, że jeżeli udadzą się wzdłuż tej formacji skalnej to dotrą do punktu, którego symbol przypomina domek na drzewie.

Tutaj nie pamiętam czy zwróciłem uwagę graczy na dwa fakty. Po pierwsze niebo było szare, tak jakby było zachmurzone, a do tego zdawało się być tuż przed zachodem słońca. Jakby tego mało w lesie nie było słychać śpiewu ptaków czy innych zwierząt. Jeżeli pamięć mnie nie myli, to Brittany zwróciła na to uwagę, Jason faktycznie przyjął to do wiadomości i się zaniepokoił, a Murphey to zignorowała. Jednak w tym akapicie mogę się mylić.

Po kilkudziesięciu minutach grupa dotarła w miejsce, w którym faktycznie znajdował się spory domek na drzewie. Był on zbudowany na wysokości kilkunastu metrów. Patrząc od spodu było widać tylko otwartą dolną klapę, z której kiedyś prawdopodobnie zwisała lina lub drabinka. Decyzja była szybka i prosta – wspinają się. Ten zaszczyt przypadł Murphey. Gdy ostatecznie dotarła na górę i wdrapała się przez otwór w podłodze, okazało się, że nie jest w środku sama. Wewnątrz był Jacob! W tym momencie smsem wywołałem Kostka do tablicy. Podłączył się na Discorda. Udało się, drużyna znowu jest w komplecie. Po chwili zaskoczenia, Murphey krzyknęła na dół, że odnalazł się ich zaginiony przyjaciel. Aby nie utrudniać graczom, uznałem, że w środku znajduje się lina z supłami. Zrzucili ją na dół i po kilku chwilach wszystkie postacie znalazły się w domku. Wtedy to Jacob opowiedział co mu się przytrafiło:

Symbol, który przypomina domek na drzewie.

Tej nocy, gdy Jacob został przy jaskini, a wszyscy uciekli, został on zaatakowany przez niebieskookiego, wielkiego wilka. Jego ślepia mieniły się niebieskim światłem, a gdy otwierał pysk, to samo światło wydobywało  się z jego wnętrza. Gdy Jacob został powalony przez ogromne zwierzę, w akcie desperacji postanowił bronić się swoim walkmanem. Kilkukrotnie uderzył wilka w głowę, jednak zamiast głuchego uderzenia o czaszkę, usłyszał inny odgłos – jakby uderzył w coś drewnianego. Ostatkiem sił kopnął kolanem wilka w gardło. Dzięki temu zdezorientował zwierzę na tyle, by móc odturlać się i wstać na równe nogi. Wtedy to usłyszał zza siebie męski głos “uciekaj dzieciaku!”. Jacob długo nie myśląc wziął nogi za pas i w las. Zerknął tylko na moment na jegomościa, który trzymał strzelbę w rękach. Usłyszał pierwszy wystrzał, następnie kolejny, a po kilku chwilach kolejny. Był już wtedy na tyle daleko, że huk był delikatnie stłumiony. Nie wiedział jednak jaki był efekt tych strzałów. Biegł i biegł aż starczyło mu sił. Nie zauważył nawet kiedy zrobił się poranek. Nie mógł określić czy niebo zrobiło się szare w momencie ataku, biegu czy gdy zrobił sobie przystanek. Miejscem, do którego dotarł, było drzewo, z którego gałęzi zwisała lina. Prowadziła ona do czegoś, co w swoim zarysie wyglądało jak domek na drzewie. Wyczerpany i zaskoczony Jacob postanowił poszukać na drzewie schronienia i odpoczynku, na wszelki wypadek gdyby to jednak wilk przeżył. W domku znalazł stary materac, koc, konserwy, materiały do zrobienia paleniska (na dole). Wciągnął linę na górę, położył się i zasnął. Po, chyba, kilku godzinach obudził się i usłyszał jak ktoś lub coś wspina się na drzewo. Złapał za jedną ze wspomnianych wcześniej konserw i gotów do ataku przyczaił się przy otworze w podłodze. Na jego szczęście, niespodziewanym gościem była Murphey.

W ten oto sposób ścieżki graczy połączyły się ze sobą. Po rozmowie przeszukali wnętrze. Domek okazał się całkiem przestronny. Mógłby spokojnie pomieścić około 5-6 osób w ich wieku. Przeszukali ponownie kryjówkę. Wydawało się, że Jacob odkrył już wszystko co ukrywał domek, gracze natknęli się jednak na plik kartek – a właściwie przekalkowane kopie mapy, którą posiadali. Natomiast większość etykiet na konserwach była im kompletnie nieznana, widzieli je po raz pierwszy w życiu. Wydawało się, że były to głównie dania mięsne, choć nie tylko, a w kilku znajdowały się nawet napoje. Gdy przyjrzeli im się bliżej okazało się, że wszystkie mają datę produkcji z 1954 roku. Jakby tego było mało, opakowania i etykiety nie wyglądały jakby przeleżały tutaj 31 lat. Nie myśleli jednak o tym długo. Postanowili wrócić do domu. Rozsądek podpowiedział im by najcięższa osoba zeszła jako ostatnia – osobą tą był Jason. Gdy Murphey, Brittany i Jacob byli na dole, a postać Lupusa miała już złapać się liny zauważyła na pniu drzewa wyryty pewien symbol (którego tutaj nie zamieszczę, dla dobra fabuły). 

Gdy zeszli na dół, Jason wydawał się być lekko wystraszony całą sytuacją, Nalegał by wrócić po własnych śladach – w tym przejść ponownie przez podziemny tunel pod Widłami Diabła. Niestety, reszta drużyny go nie posłuchała i obrała azymut na miasto. Murphey z Brittany proponowały mu, że może wrócić samemu, jednak strach nie pozwalał mu na odłączenie się od drużyny.

Sesja skończyła się na drodze do miasta.

Rachunek sumienia:

Jako doświadczony MG nie powinienem wykluczać Kostka na prawie dwie sesje, jednak poniekąd sam się o to prosił. Trzykrotnie go ostrzegałem i upewniałem sie czy zostaje przy jaskini czy jednak ucieka. Został, no to poznał konsekwencje swojej decyzji. Dodatkowo zakazałem mu komentować cokolwiek związanego z sesją, nawet na offie. Zakazałem też odpowiadania na wszelkie pytania, gdzie jest, co z nim i czemu nie gra. Chciałem w ten sposób pograć trochę strachem i niepewnością wśród pozostałych graczy. Może niepotrzebnie, ale wtedy miałem taką wizję. 

Szczęściem w nieszczęściu okazało się, że podczas sesji trzeciej miał gościa z zagranicy, więc i tak nie mógł grać, więc sumienie miałem czyste. 

Na kilka godzin przed sesją czwartą zadzwoniłem do Kostka i opowiedziałem mu co się z nim stało. Wydawało mi się, że był całkiem usatysfakcjonowany rozwiązaniem jego akcji (decyzji). Poprosiłem go też by po 21:00 był na SMS, bo tak go poinformuje by dołączył do gry. Niestety źle oszacowałem czas przybycia pozostałych graczy do jego schronienia. Zamiast godzinę, czekał dwie, ale opłaciło się.

Jeżeli chodzi o samo przygotowanie, to nie miałem za dużo notatek. Bazowałem na gotowych opisach lokacji i NPC. Natomiast najważniejsza była dla mnie lista utworów na płycie CD, ale to akurat miałem zapisane od sesji pierwszej.

Podobało mi się kombinowanie graczy. Podoba mi się to, że udało mi się wreszcie wykreować bardzo żywy i spójny świat z unikalnymi NPCami. Owszem, czerpię inspirację z różnych miejsc i to pełnymi garściami, ale to wychodzi mi na dobre. Zadowolony jestem z przebiegu fabuły. Póki co gracze wiedzą tyle ile powinni i z mojej perspektywy wszystko jest jeszcze spójne, a to najważniejsze. Gracze natomiast domyślają się pewnych rzeczy, w innych kwestiach ich wyobraźnia strasznie błądzi, ale taki miał być efekt do 5-6 sesji. Niedługo wszystkie podpowiedzi i wskazówki zaczną składać się w jednolitą całość.

Co do samych graczy. Wydaje mi się, że się dobrze bawili. Wiedzą, że coś się większego święci. Przecież nie grają u mnie pierwszy raz i wiedzą, że lubię zaskakiwać. Zobaczymy czy ich poziom zadowolenia utrzyma się przez wszystkie sesje. Oby. Oby…

W kolejną środę sesja numer 5. Yuki i Kostek pojawią się osobiście na sesji. Lupus natomiast będzie grał przez discorda, bo się urlopuje nad morzem. Doceniam to poświęcenie. Teraz tylko przygotować klimatyczną muzykę i można grać.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s