L5K5 sesja 20 i 21

Tak, dalej żyję. Tak, dalej gramy.

Przełożyłam sesję o kilka dni.
Po pierwsze, jednemu z graczy łeb pękał. Po drugie, zgłosiłam nieprzygotowanie.

A jak już zagraliśmy, to źle mi się literki sklejały ze sobą.
Ale tak, dalej piszę.

Jak widać, tendencji “na bieżąco” nie udało się utrzymać, jeśli chodzi o wpisy na blogu. Trochę szkoda, a trochę to było do przewidzenia. Ale generalnie muszę wyznać, że ostatnio opanował mnie marazm, wyprucie kreatywne, brak weny i [tu wpisz synonim]. Mój mózg, zamiast wysilić się nad lepieniem wydarzeń na Legendę, woli tęsknie powrócić do starego projektu, który po zamknięciu granic i odwołaniu (znaczy, tfu, przełożeniu o rok) wrocławskich Dni Fantastyki z furkotem wylądował w szufladzie. A jednak się przypomina, bezczelny.

Ostatnie dwie sesje były raczej poprawne. Nie było w nich zbytnio nic nowego – ot, rzeczy które wynikały z tego co działo się wcześniej. Jeśli miałabym użyć jakiejś alegorii, powiedziałabym że to taka piłka, którą wtoczono na górę, a teraz toczy się w dół, tylko że tak spokojnie, bez kamieni, wyboi, dziur, po prostu się turla. Dlatego nie jestem z nich szczególnie zadowolona. Z mojej perspektywy są raczej nudne – brak w nich jakiegokolwiek elementu zaskoczenia, tylko raczej mozolne podążanie za nitką do kłębka. Jednak gracze twierdzą, że sesje były spoko. Mogą popracować we względnym spokoju nad rozwiązaniem sprawy, okoliczności zdają im się sprzyjać… (tak, to ewidentny znak, że MG nie ma weny)

Z drugiej strony, oni już chyba wszystko ode mnie łykną, jak te młode pelikany.

Opiszę tu dwie sesje naraz. Pod względem dynamiki i przygotowania z mojej perspektywy są bardzo podobne, więc niech tam. Może dzięki temu szybciej nadrobię zaległości wpisowe. Mam nadzieję że uda się je w miarę zgrabnie streścić bez przytłaczającej ściany tekstu.
(dopisek po fakcie: nie, nie udało się. Wybaczcie)

Fabularnie:

Wieczorem, już po pogrzebie, Shiori dochodzi do siebie. Okazuje się że jest ułożona w garderobie ś. p. Yoshinoriego i Yoko i zajmuje się nią heimiński medyk. Mówi jej, że to trucizna. Skoro jest już “w dobrym stanie”, pomimo wykazania niechęci do tego pomysłu, Shiori zostaje zabrana na spotkanie z kapitanem Sentaro. Na szczęście kazał wcześniej ją obmyć i przebrać. Porozmawiali trochę, kapitan dostał informację że Shiori już wcześniej chorowała na serce i to w sumie było dla niego najważniejsze.

Następnie Shiori została zaniesiona do domku Feniksów, gdzie spotkała Kimiko, niedługo potem dołączył do nich Haku. Mogli powymieniać informacje – streszczają plotki które zasłyszeli przy posiłku, Kimiko przypomina swój plan przywołania ducha powieszonej służącej (tu trochę kręci na temat zdolności mnichów Kaito), ale także opowiada o swoich kłopotach z Lwami i Skorpionicą.

Na koniec, Haku podejmuje decyzję, że wydarzyło się na tyle dużo ważnych rzeczy, że jednak Daimyo powinien usłyszeć o nich jak najszybciej i to z pierwszej ręki, nawet jeśli jest już naprawdę późno. Shiori daje mu jeszcze dwa krótkie liściki do Takahiro, które przygotowała poprzedniego wieczoru, i które Kimiko miała mu przekazać “w razie gdyby Shiori coś się stało” (tylko że nasza roztrzepana mniszka zapomniała o tym) i tak zaopatrzony ruszył w drogę.

Rzeczywiście strażnicy, choć niechętnie, przepuszczają go. Haku streszcza Takahiro ostatnie wydarzenia, zaznaczając, że Yoko nic się nie stało. Takahiro, chociaż trochę się bura o późną godzinę, jest zadowolony że dostał informacje. Z kolei jego los jest właściwie przesądzony – ma czekać w tej gościnnej komnacie aż do wiosny, gdy przyjedzie urzędnik-sędzia z Otosan Uchi, który rozstrzygnie sprawę. Chyba że jego delegacji uda się to zrobić szybciej, a to może nie być łatwe.

Koniec dnia (W końcu! ten dzień trwał trzy sesje!).

Z rana do Feniksów zagląda Sango. Ale zamiast zwyczajowo plotkować przy ubieraniu i czesaniu, przekazuje szybko informację że Yoko jest w areszcie domowym, po czym ucieka. Zaraz potem tę informację potwierdza Bosuke, który właśnie wraca ze swojej nocnej warty przy Yoko. Mówi, że w jej komnatach znaleziono pustą fiolkę. Zdecydowanym głosem zaleca Shiori mówić wszystkim, że to był atak choroby.

Kimiko jeszcze przed śniadaniem kieruje swe kroki do Daidojiego. Dyżur w “portierni” akurat odbywał Kanekuro. Żeby wbić mu szpilę, Kimiko mówi że to niezwykle ważne spotkanie natury prywatnej i że mimo iż niezapowiedziana, kapitan na pewno ją przyjmie – i ku szokowi młodego Żurawia, rzeczywiście tak się dzieje. Sentaro przyjmuje ją zimną herbatką oraz informacją gdzie znaleziono służącą – ogród posesji Y i Y. Zapewnia że umożliwi Kimiko niezakłócany dostęp, ale to chwilę zajmie, więc żeby nie szła tam wcześniej niż w południe. W zamian oczekuje jak najszybszego raportu z sukcesu lub porażki przedsięwzięcia.

Haku przynosi Shiori śniadanie – w ogóle troszczy się o nią już od zeszłego dnia mocno. Wyciąga z Shiori może nie bezpośrednie, ale przyznanie, że ta sytuacja nie była spowodowana przez naszego tajemniczego antagonistę. Przekazuje, że pytał o nią Akihiro.

Kimiko i Haku przeprowadzają razem rytuał. Test nie należał do najłatwiejszych (TN5), ale kostki były wyjątkowo łaskawe. Duch służącej opowiada, jak po odnalezieniu Yoshinoriego pod Wilczymi Kłami przyszedł do niej służący (nieznajomy, spoza zamku) i dał jej pieniądze oraz “lekarstwo” które miała dodawać po kropelce do herbaty. Mimo wątpliwości zgodziła się – pieniądze zbyt mocno kusiły. Tamtego wieczoru przyszedł do niej znów i powiedział, że ma dodać wszystko co zostało. Kiedy po przyszła odebrać zapłatę, zabił ją.

I tym zakończyła się sesja nr 20. Oto co działo się dalej:

Po wysłuchaniu rewelacji, Haku skorzystał z okazji i poszedł odwiedzić Yoko. Umówili się, że Haku trochę ulży w obowiązkach Asuke i Bosuke i spędzi z nią ten wieczór. Ogólnie Yoko ma się nie za dobrze (trudno żeby było inaczej w takich okolicznościach).

Kimiko posłusznie udała się od razu do Sentaro, ale okazało się że go nie ma w jego “biurze”. Idzie więc do Takahiro – znów, straż nie robi z tym problemów. Takahiro bardzo się cieszy z odwiedzin swojej przyjaciółki. Kimiko przyznaje mu się, że ducha służącej wprawdzie udało jej się przywołać, ale niestety gorzej z odesłaniem (mogę o tym napisać bo pozostali gracze się szybko sami domyślili). Takahiro, chcąc ją chronić przed Kaori, mówi żeby przysłała tu do niego Masaru i on się z nim rozmówi, a także że jeśli wyszedłby Kenji, to też niech do niego przyjdzie – i się na coś przyda.

Następuje narada Feniksów (znaczy, naszej trójki). Postanawiają przede wszystkim zająć się służącym, który zlecił otrucie, bo to praktycznie pewny trop. Drugą palącą sprawą jest uwolnienie Yoko z aresztu domowego, ale według słów Haku, nie jest to dla niej aż tak uciążliwe, więc spada w liście priorytetów na niższą pozycję. Shiori po opisie wyglądu sługi kojarzy, że rzeczywiście kręcił się taki przy Żurawiach. Haku odmawia jednak zaangażowania Tsubaki. Ostatecznie stwierdzają, że najlepsze środki do pojmania i przesłuchania służącego będzie miał kapitan Sentaro i postanawiają zdać się w tej kwestii na niego.

Naradę przerywa służący z wiadomością od Asuke: Haku ma się stawić na swoją “wartę” u Yoko na godzinę 17, a przed północą przyjdzie zmienić go Bosuke.

Wracają do rozmowy. Shiori zauważa że lepiej by następnym razem ona poszła razem z Kimiko do Sentaro (np. by zapobiec plotkom), ale nie od razu, a później, kiedy będzie się lepiej czuła. Podobnie, bardzo chętnie towarzyszyłaby jej w rozmowie z Masaru, ale jeszcze nie czuje się na siłach (hej, ledwo wczoraj miała atak serca!). Jednak sugeruje, żeby akurat tej rozmowy nie odkładała na później.

Kimiko idzie więc, a pozostała dwójka może porozmawiać jeszcze chwilę od serca. Haku opowiada co mu się przydarzyło w czasie jego krótkiej niewoli u Żurawi. Shiori niechętnie przyznaje się, że spaliła dziennik, który przykazał jej ukryć. Ogólnie rozmawiają sobie w miłej opiekuńczej atmosferze, Haku przynosi jej obiadek, cud miód i malina. Następnie Haku idzie do Yoko, a z kolei Shiori odwiedza niewidziany dawno Jednorożec – Akihiro. Rozmawiają sobie miło. Dobrze wiedzieć że pośród tego obojętnego tłumu ma się jeszcze jednego sojusznika – nawet jeśli nie tak dobrze rozgarniętego. A może po prostu zakochany?

Potem Shiori idzie zagadać z A i B. Ostatnio rzadka okazja, widzieć ich razem. Wysłuchuje relacji z wydarzeń z ich perspektywy. Dowiaduje się, że Yoko nie ma zbyt dobrej opinii, służący obawiają się jej, i kiedy znaleziono pustą fiolkę w jej pokoju, jakoś źle to wyglądało. Gdy zabrakło Yoshinoriego, który by ją ochronił, ten pretekst był wystarczająco dobry by ją “zamknąć”. Teraz zamek jest całkowicie w rękach Generała. Jednak A wątpi by Yoko rzeczywiście stała za zatruciem Shiori – bardzo się przejęła, wręcz boi się. Medyk musiał przyjść również do niej. Asuke nie zna się na tym, ale być może niewiele brakowało do poronienia. Następnie A i B idą na miasto, zabawić się trochę. Shiori prosi by nadstawili ucho na nastroje w miasteczku wobec tego co się dzieje w zamku.

Tymczasem Kimiko nie próżnuje. Znajduje Masaru, który akurat prowadzi lekcję muzyki ze swoim młodzikom. Po zakończeniu lekcji podchodzi, przekazuje zaproszenie od Takahiro. Masaru nie traktuje jej ze zbytnim poważaniem, ale przyjmuje zaproszenie. Potem mniszka, natchniona przez Lwy, chwilę gra na swoim instrumencie. Odprężona tym zajęciem, postanawia pójść do Sentaro sama, mimo wcześniejszych ustaleń z drużyną. Kapitan, chociaż widać, że nie jest w zbyt dobrym nastroju – okazuje się że dopiero co wrócił z rozmowy z Generałem – zgodnie z ustaleniami przyjmuje ją. Zgadza się zająć złapaniem i przesłuchaniem służącego, chociaż pesymistycznie stwierdza, że zapewne pożegnał się on już z tym światem.

Kolejne co Kimiko postanawia, to dać “przydać się” Kenjiemu, sprawa jest co najmniej śliska, a to tak jakby jego żywioł. Żeby się przygotować do przywołania, wraca na chwilę do pokoju. Nie ma zbytnio ochoty rozmawiać z Shori, ale kiedy odkrywa że zniknęła maska Kenjiego, podpytuje o nią. Jednak Shiori nie widziała maski i mniszka szybko ucina rozmowę i wychodzi, jednak nie zanim przyznała że była przed chwilą u Sentaro.

Po przejęciu kontroli, Kenji zakłada uzgodniony symbol i idzie do Takahiro. Daimyo był gotów do spotkania – przed nim leży plansza do shogi z rozstawionymi figurami. Skorpion nie zna za dobrze tej gry, ale to nie przeszkadza. Bowiem na spodniej stronie figur wymazane węgielkiem są znaki kanji, potrzebne do tej rozmowy, które nie mogą być wypowiedziane na głos. Tak, Takahiro spodziewa się że będą nie tylko podsłuchiwani, ale również podglądani przez papierowe ściany. Jednak plansza jest ułożona pod ścianą, a z daleka trudno odgadnąć czy ruchy które wykonują gracze rzeczywiście są częścią jakiejś strategii czy tylko do potrzeb konwersacji.

Takahiro przekazuje, żeby nie “atakować” od razu Murakamiego, tylko zacząć od jego pionków. Żeby chronić Yoko. A także, że “jest dwóch trucicieli”, i że ten pierwszy jest ważniejszy. Jednak nie ukrywajmy, ten sposób komunikacji mocno ogranicza i to obie strony, więc dużo sobie nie pogadali. Kenji Wraca do domku, zagaduje Shiori o Sentaro i parę innych rzeczy (wprawdzie Kimiko zostawiła mu notatki, ale ile można zmieścić na jednej kartce?), wzbudzając jej uzasadnione podejrzenia, bo w końcu jak krótką pamięć można mieć.

Potem, pod osłoną nocy, próbuje znaleźć służącego Żurawi na własną rękę (i zapewne przeszukać jego rzeczy, może nawet podrzucić mu jakieś dowody rzeczowe?), jednak zamiast do sypialni Murakamiego, czy w ogóle Żurawi… trafia do Lwów! Korzystając z okazji przeszukuje rzeczy Kaori (w końcu jest częścią delegacji Lwów) oraz Masaru, ale ku swojemu zaskoczeniu, nie znajduje tam swojej maski, ani w ogóle nic ciekawego, może poza wahadełkiem. Co więcej, kiedy już skończył i wykradał się przez okno, potrącił skobel i okiennica opadła z trzaskiem. Nie został złapany, ale już nie ma co liczyć na “odwiedzenie” kolejnej delegacji.

Tymczasem Haku… cóż, dzielnie dotrzymuje towarzystwa Yoko. Oj, jakże szlachetnie z jego strony, że wyręcza kolegów Asuke i Bosuke. Jakież to wielkie poświęcenie. Taaaa. Kiedy przychodzi Bosuke, Yoko już śpi, bezpieczna w ramionach swojego dawnego ukochanego. Haku wraca do siebie, w sam raz by być świadkiem niewielkiego zamieszania wokół domu Lwów i Żurawi (mają wspólny, dwuskrzydłowy), a u siebie w domku twardo śpiącej mniszki, leżącej na posłaniu jeszcze w ubraniu dziennym.

Koniec dnia, koniec sesji, koniec wpisu.

No dobra, z tym ostatnim to żartowałam.

Rachunek sumienia:

Coś czego nie przewidziałam? Yuki (jako lekarz) dość mocno przejęła się stanem zdrowia swojej postaci i nie podejmuje niemal żadnych działań, muszę zastanowić się jak znaleźć sposób by ruszyć postać z łóżka (jednak niektóre rzeczy trzeba zrobić osobiście), jednocześnie nie bagatelizując poważnej choroby (w końcu dotychczas wada w ogóle nie dokuczała, a tu nagle walnęło z grubej rury). W obecnym formacie, akcje postaci są opisywane niemalże godzina po godzinie, a rozegranie jednego dnia potrafi zająć 2-3 sesje. Więc gdybyśmy podeszli do tego realistycznie, postać prawdopodobnie do końca kampanii będzie gdzieś na granicy grywalności. A przecież nie po to gramy w RPGi, żeby symulować realizm w feudalnej fantasy-japonii, prawda?

Coś z czego jestem zadowolona? Shogi z hasłami wypisanymi na odwrocie pionków. Zazwyczaj Takahiro pisał wiadomości na kartkach, ale to takie nudne, no i jednak widoczne. To był zupełnie zaimprowizowany pomysł, tym bardziej jestem z niego zadowolona.

Co jeszcze? Przez to że ich celem stał się służący, gracze mieli kilka niewygodnych pytań – gdzie śpi służba, gdzie trzyma rzeczy osobiste, co robi kiedy nie pracuje… To trudne pytania, których sama sobie wcześniej nie zadałam. Miałam w głowie jako taki “grafik pracy” służby, ale niewiele poza tym. Mam wrażenie że ogólne służba to trudne zagadnienie w świecie Legendy. Samuraj ma służby nie zauważać, a już tym bardziej nie traktować na równi. Jednak jesteśmy dziećmi XX wieku – równouprawnienia, wolności słowa itd. Wiadome, że gracze z bazy będą traktować służących jak ludzi, a dopiero potem dodawać nakładkę różnic klasowych.

Ogólne uwagi: Jak widać, moja wielka intryga weszła w fazę rozwiązywania (w kontraście do zawiązywania). Jak można łatwo zauważyć, na początku kampanii błyszczał bardziej Hakuzosu, potem to Shiori przejęła pałeczkę, a teraz kolej Kimiko/Kenjiego kąpać się w blasku Jupiterów. Nie jest to takie złe, póki każdy nadal ma interesujący dla siebie wątek.
Mój najnowszy gracz mocno się zaktywizował, jednocześnie działając dość mocno na własną rękę, co było dla pozostałych sporym zaskoczeniem. Ja jednak w sumie się cieszę, że tam mocno popycha fabułę do przodu, bo nie mam już za bardzo pomysłów na dalsze zwroty akcji, nie chcę też zawiązywać nowych wątków – właściwie to trochę już wyczekuję kiedy ta kampania się zakończy.

Oczywiście, samo odnalezienie służącego, a potem jego pana nie wystarczy do uwolnienia Takahiro, ale nie psujmy entuzjazmu Lupusa.

2 thoughts on “L5K5 sesja 20 i 21

  1. Powolne tempo nie jest niczym złym, zwłaszcza, że każdy z graczy ma zajęcie. Rozumiem też Twój punkt widzenia. Twoje poczucie, że może iść za wolno, że może być nudno. Jednak sesja przybrała taki format i graczom to odpowiada. Niestety gdy wątek detektywistyczny wychodzi na pierwszy plan to tak bywa, że gra się godzina po godzinie, dzień po dniu. Nie popełniasz też moich błędów i nie starasz się na siłę urozmaicać rozgrywkę.

    Widać, że masz pomysł i plan na kampanię i co najważniejsze trzymasz się go. Dzięki temu sesja jest spójna fabularnie i nawet proste czynności i proste sceny przyjemnie się gra.

    A poza tematem służby, który jest kłopotliwy, to naszej drużynie najciężej przychodzą rozmowy in-game gdy chcemy znaleźć odpowiednie rozwiązanie. Oj wtedy zapominamy o klimacie, honorze itp. i rozmawiamy w typowo “zachodni” sposób, a szkoda.

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s