Wpis gościnny – Przekleństwo Typa Kreatywnego, czyli o kreatywności z drugiej strony barykady

Kiedy udostępniłam mężowi dostęp do bloga, było tylko kwestią czasu, kiedy będzie chciał dodać coś od siebie. Zajęło mu to tak ze trzy dni, może trochę dłużej, ale nie liczyłam bo mam inne sprawy na łbie.

Proszę, oto wpis gościny mojego męża, zwanego Jerzem. Zapraszam do czytania, nic nie zmieniałam.

_______

Pewnego dnia żona popełniła wpis “O kreatywności”, przeczytałem go, nie raz, nie dwa – więcej, dużo więcej. Za każdym razem wyłapałem z niego coś innego – przemyślenia, obserwacje, emocje. Nadal nie mogę wyjść z podziwu jak lotna jest w pisaniu, jest to rzecz jakiej mogę jej zazdrościć – jako człowiek, ale też jako Mistrz Gry. To bardzo dobry wpis – polecam.

Wracając. 

Jestem człowiekiem socjalnym, a raczej chciałbym nim być. Dorosłe życie weryfikuje wiele rzeczy, a także poddaje próbom przyjaźnie i znajomości. Niestety ostatnie trzy lata nie rozpieszczały mnie pod tym względem. Pomijam fakt, że przez długi czas mieszkaliśmy pod Wrocławiem, co już było ogromną przeszkodą samą w sobie. Trzy lata temu poświęciłem się przebranżowieniu, potem urodziła nam się wspaniała córka, którą opuściłem po dwóch tygodniach i wyjechałem na pół roku do Warszawy do pracy. To była najcięższa decyzja w moim życiu, tak jak był to najcięższy okres, do którego z trudem i bólem wracam myślami. Do tej pory nie poradziłem sobie z tym i nawet w tej chwili cisną mi się łzy do oczu. Na szczęście mam obok siebie dwie wspaniałe, kochające osoby – żonę Zosię i córkę Maj, oraz niewielką garstkę przyjaciół, na których mogę zawsze liczyć … tak Yuki, tak Lupus, tak Susełki – to o was. Dzięki wam jakoś sobie radzę chociaż każde z was pomogło mi w innym czasie… ale moment, odbiegłem mocno od tematu (hm… czyżby?), bo miałem pisać o kreatywności. Także, prrr Jerzu! Stój! Wróć do tematu.

Znowu wracając. Dwa typy.

Żona postawiła tezę, że są dwa typy. Cytując: “Albo jesteś kreatywny i wypluwasz z siebie pomysły (czasem nawet jeśli nie chcesz), albo… no, jesteś drugim typem.”. Nie będę się sprzeczał z tym podziałem. Ponoć ja jestem tym pierwszym – kreatywnym, a Zosia tym drugim (a tu bym się kłócił). Cóż, według mnie kreatywni dzielą się również na dwa typy, które czasem ciężko rozpoznać:

  • Twórca – osoba, która faktycznie wszystko sama wymyśla
  • Inspirator – osoba, która czerpie garściami inspiracje z czego się da i skleja z tego coś własnego.

Kim jestem ja? Nie wiem… lawiruję gdzieś na tej skali pomiędzy tymi podtypami, a …

… wymyślanie sesji zawsze jest trudne.

Wymyślanie sesji i kampanii to nie jest łatwa rzecz. Dla nikogo. Trzeba zadbać o wiele rzeczy – takie jak: odpowiednią muzykę, ciekawych npc czy dobre opisy… Jak komuś powinie się noga w tych elementach to tragedii nie będzie. Ale… ale jest jeden najważniejszy aspekt –  trzeba zadbać o swoich graczy. Każdy musi dostać swój czas, swoją scenę, moment do wykazania się, połechtania ego swojej postaci, zagraniu na uczuciach czy wywrócenia paradygmatu przez ciekawy twist, albo scenę walki – cokolwiek co lubi gracz. Jak ja to robię? Jak ja szykuję się na sesję czy kampanię? Możecie wierzyć mi lub nie, ale z bólem i trudem. Do czego dążę. Rzeczy same się nie wymyślą,

a czerpanie inspiracji ze wszystkiego i niczego jest trudne i męczące.

Jako MG potrafię się zainspirować jednym zdaniem z jakiegoś utworu muzycznego(1), jedną grafiką(2), sceną z serialu(3), anime(4) czy gry(5), albo jakąś sentencją(6)… Zapisuję takie inspiracje: muzykę, grafiki, wszystko, wszystko co się da, wszędzie gdzie się da – Pinterest, Docsy, folder na pulpicie. I wiecie co? Weź to kurczę przefiltruj. Dopasuj, dostosuj. Wygląda to trochę jak układanie puzzli z 10000 elementów, a te elementy pochodzą z 7 różnych układanek. Dodatkowo trzeba z tego zrobić ciekawy obraz dla wszystkich i to tak by nie było widać, że coś gdzieś nie pasuje, coś jest posklejane, a elementy są różnej wielkości. Dlatego w pewnym momencie mówię sobie stop. Dobieram to co mi pasuje i tworzę, myślę, siedzę. Dłuuugo. Naprawdę długo. Tego nie widać. Dlaczego? Bo większość moich przygotowań dzieje się w głowie. Dopiero na ostatnim etapie przelewam rzeczy na papier. W przeciwnym wypadku moja podłoga byłaby śmietnikiem pogiętych, pomazanych i pokreślonych kartek.

W ramach ciekawostki. Nadchodzącą kampanię planuję już od dwóch trzech miesięcy, a pierwszy koncept powstał jeszcze dawniej. Nie znaczy to, że mam wszystko już przygotowane. Oczywiście: muzyka, arty, mapę już mam i to w nadmiarze. Być może byłbym w stanie poprowadzić sesję zero. Jednak jeszcze nie przelałem tego na papier. O tym rozpiszę się później.

Wracając, ponownie. O czym to my, a już wiem. Dwa podtypy i jak to naprawdę wygląda, a dokładniej…

… typ Kreatywny, czyli ponoć ja.

Jak działa osoba kreatywna, a raczej jak to u mnie działa? Szykując się do kampanii wymyślam początkowe dwie sesje – w tym jestem dobry, coraz lepszy (oczywiście zdarzały mi się słabsze sesje). Wprowadzam graczy w mój styl prowadzenia. Pewną monotonię życia, daje im jakieś drobne zahaczki, wprowadzam NPCów. Czasem powalczą, czasem pogadają, czasem coś się wydarzy, a czasem dostają barwne tło, które to potem przeradza się w coś więcej. Podsumowując – postacie graczy robią rzeczy dookoła siebie. Rutyna,  normalne życie. Pozwala to nam dostroić fale tak byśmy nadawali na tej samej częstotliwości. Potem pojawiają się podpowiedzi, wskazówki tego co może się wydarzyć. Karmię ich ciekawość, by po pewnym czasie wrzucić postacie w wir przygody. Początkowo trzymam się planu. Jednak zawsze, ale to zawsze po trzech, czterech, pięciu sesjach…

… szafa z niewykorzystanymi pomysłami otwiera się i wysypuje się cała zawartość.

Bałagan trzeba posprzątać. Nawet jak jest na pulpicie, w chmurze czy w głowie. Niestety u mnie to tak nie działa. Zamiast skupić się na planie, zbieram to co się wysypało i chowam, zazwyczaj. Jednak raz po raz wołam “oooo jaki fajny pomysł!  Jak go tu wcisnąć?”. I wiecie co robię – jakoś go wciskam. Jak? Po prostu dostosowuje taki pomysł i umieszczam go w kampanii. Nie reflektuje się, że to może wydłużyć kampanię – chociaż gracze będą zapewne zadowoleni z tego powodu. Tak działa inspirator. Tak działam ja. Dostaję materiał, jakiś fundament, pomysł, ciekawostkę i działam.

Może myślisz teraz: “Super! Też tak chcę!”. Jednak ma to swoją ciemną stronę, bo w pewnym momencie okazuje się, że przychodzi…

…wypalenie sesją, która trwa zbyt długo.

Może wypalenie nie przychodzi jako pierwsze. Do mnie zazwyczaj dociera pierw zmęczenie, ale prowadzą dalej… osiem… dziesięć miesięcy… rok… dłużej. W pewnym momencie zdaję sobie sprawę, że trzeba kończyć. Powtarzam moim graczom, że “jeszcze sześć, no dziesięć sesji i koniec”. Przychodzi ulga, dociera do mnie by zawiązywać wszystko i wyjaśniać, ale to wymaga prowadzenia dalej. Mija pięć kolejnych sesji i myślę “Cholera dużo tego, będzie za szybko” i oświadczam znowu to samo – “jeszcze sześć, góra dziesięć sesji”. A co po nich? Znowu to samo i to samo i to samo. I tak to się jakoś kręci, a ja zaczynam popełniać coraz więcej błędów. Skracam wątki, zapominam o szczegółach, pcham fabułę za szybko do przodu… To są moje grzechy mistrza gry. A wiecie dlaczego tak robię? 

Bo mam nad sobą “klątwę typa kreatywnego”, która brzmi – “już zaczyna mnie to męczyć, chcę czegoś nowego i tak się składa, że mam pomysł na kolejną kampanię!”. Wtedy mój umysł wskakuje znowu na tryb tworzenia. Do tej pory wpływało to bardzo negatywnie na moje kampanie, które po prostu były urywane jakimś cliffhangerem lub po prostu nie prowadziłem dalej. Dlaczego do tej pory? – zapytasz. 

Tak jak udało nam się pokonać “klątwę czwartego gracza” tak ostatnio ja przełamałem swoje klątwy. Po ponad 20 latach mistrzowania, po prowadzeniu setek sesji, nastu kampanii, po raz pierwszy w życiu doprowadziłem coś do końca! Oczywiście z planowanych dziesięciu sesji na trzy miesiące, zrobiła się prawie półtora roczna kampania, ale co tam! Udało się! Fanfary! Udało się tylko dlatego, że w porę zreflektowałem się, że szafa z pomysłami zaczyna się przelewać i podstawiłem pod drzwi krzesło. Wiedziałem, że zaczyna mnie męczyć prowadzenie, że się wypalam, więc uciąłem swoją kreatywność. Napisałem w punktach co ma się wydarzyć na najbliższych sesjach i popłynąłem z falą. Nie wepchnąłem nic nowego. Dotarliśmy do finału z rozpisanym scenariuszem na ponad dwadzieścia stron. Ponoć gracze byli zadowoleni. A szafa z pomysłami? Na szczęście otworzyła się po wszystkim. Jestem z siebie dumny. Achievement unlocked! 

Teraz siedzę nad dwiema kompaniami jednocześnie. Kiedyś je poprowadzę. Jak przefiltruję materiały i napiszę pierwszą sesję.

A jak to się ma do grania u kogoś?

Wezmę za przykład ostatnią kampanię mojej żony (ponoć typ drugi, ale nie do końca tak jest! Mówię wam!).

Ostatnio Zosia prowadziła jedną z najlepszych, jak nie najlepszą z najlepszych kampanii w jakie w życiu grałem – Naruto-616. Założenie było ciekawe, proste, ale odjechane od założeń mangi/anime. W pewnym momencie sezonu pierwszego, nasze postacie przenoszą się do alternatywnego wymiaru(7). Pomysł genialny w swojej prostocie – mamy gotowe, zgrane, ukształtowane postacie, które można wrzucić w coś innego, coś ciekawego. 

Wracając. Trafiamy do Szkoły dla Utalentowanej Młodzieży Hiruzena Sarutobiego. 

Bang! 

Pierwsze zaskoczenie – dostaliśmy dzienniczki (pamiętniki) naszych alternatywnych postaci, w które się wcielamy. Ma to nam ułatwić granie. Dzięki temu pomysłowi od razu wskoczyłem w “nowe ja”.

Bang! Kolejny wystrzał! 

Świat inspirowany X-menami. Serią, którą każde z nas lubi.

Bang! 

Twisty i zmiany znanych nam postaciach – Asuma, Kakashi (hehe), Hiruzen, Minato… długo by wymieniać, ale i w naszych bohaterach. To tylko potęgowało naszą ciekawość – co jeszcze jest znajomo-nieznajome, albo nieznajomo-znajome.

Bang! Klimat i styl! 

Szkolna drama? I tak i nie. X-meni – i tak, i nie. Naruto – i tak i nie. Pomieszanie, wymieszanie ze szczyptą soli i pieprzu.

Wyszło coś GE-NIAL-NE-GO. Więcej nie zdradzę, bo hej! O tym musi napisać Zosia (Tak! Patrzę na Ciebie)

Wracając. Jak w takiej sytuacji działa “gracz Inspirator”? Przez pierwsze dwie sesje poznawałem świat, a potem mój mózg zaczął pracować w trybie kreatywnym… Non stop pojawiały się w mojej głowie pytania i możliwe odpowiedzi: 

  • “A co jeśli wydarzy się X?
  • “A co jeśli X spowoduje Y, a nie Z”
  • “Ale może Y nie jest takie złe?
  • “A co jeżeli Rin zrobi to, a Mimochi zareaguje na to tak lub tak?”
  • “A co jeżeli ojciec mojej postaci jest taki, bo..,?”
  • “A może tylko mi się wydaje, że tak jest, a pod tym Z jest ukryte drugie dno?”

Każda sesja Zosi, każda scena pobudzała mój mózg, moją wyobraźnię do pracy, a ja nie  umiałem powiedzieć – “Stop! To nie Twoja sesja! Nie wypluwaj pomysłami! Daj jej prowadzić!”. Starałem się! Naprawdę! Jednak wciąż i wciąż i wciąż wyobrażałem sobie te sceny, te lokacje, te uczucia, które targały naszymi postaciami. Immersja pełną parą, której nigdy nie odczułem tak mocno! Czy mi z tym źle, że zasypywałem Zosię moimi rozkminami i pomysłami? Chyba nie. Czy Zosi było z tym dobrze? Chyba tak, bo miała z czego składać sesję. No i te dzienniczki, ale… ale znowu odbiegam od tematu.

To wszystko znowu wygląda fajnie. Tylko… taki gracz z ogromem pomysłów może być zaletą i przekleństwem. Dlaczego przekleństwem? Taki ‘ja’ może przytłoczyć innych swoją pomysłowością – jeżeli tak się stało, to tu i teraz przepraszam Zosiu, przepraszam Yuki, przepraszam Chiri.

Podsumowując.

Jeżeli zauważyłeś chaos w moim wpisie to dobrze. To bardzo dobrze. Pokazuje to jak wygląda mój proces twórczy, który jest bardzo charakterystyczny. Sprawia to, że na moich sesjach pojawia się multum szczegółów i wątków pobocznych… czasem tak dużych jak wątek główny. Jednak nie będę ukrywał, że zdarzają mi się sesje w pełni improwizowane, bo ogrom pomysłów nie pozwalał mi się skupić na przygotowaniach. Wtedy leciałem na fali i starałem się być reaktywny i podłapywać pomysły graczy – jednak daleko mi do Zosi.

I przepraszając, wszystkie typy mniej kreatywne.

Tak – nie umiem zrozumieć osoby mniej kreatywne (mam na myśli Mistrzów Gry), ale się staram, naprawdę się staram. Może za długo już gram i prowadzę RPGi i stąd ta moja lekkość i pomysłowość. Może mam dobre źródła inspiracji? A może moja szafa jest już tak wypchana pomysłami, że starczy mi na kolejną dekadę? Nie wiem. Jedno wiem na pewno. Zapomniałem jak to jest mieć problem z przygotowaniem sesji. Zapomniałem jak to jest mieć pustkę w głowie. Dlatego też, Zosiu, kochana żono i wspaniały Mistrzu Gry… Jeżeli zraniłam Twoje uczucia lub w jakiś zły sposób dotknął Ciebie, mój komentarz o szybkim klepaniu w klawiaturę przed sesją to przepraszam. Bardzo przepraszam. Pamiętaj, że zawsze masz mnie pod ręką i z chęcią Ci pomogę. Nawet kosztem mniejszej ilości niespodzianek na sesji. Pamiętaj też, że Twoi gracze – w tym ja – świetnie się bawią na Twoich sesjach niezależnie jak są długie i jak dobrze są przygotowane, a chyba o to w tym wszystkim chodzi – o dobrą zabawę!

Natomiast posiadasz jedną bardzo cenną umiejętność, nad którą ja muszę ciągle pracować. Reaktywność i łapanie w locie pomysłów graczy, które obracasz w ten sposób, że szczęka opada. Oby tak dalej! Czekam na więcej sesji Alter-Naruto i Legendy 5 Kręgów. 

_______
1) Linkin Park – In The End (Mellen Gi & Tommee Profitt Remix) [link] – Muzyka + refren były inspiracją do ostatnich słów Sumiego podczas sceny śmierci z rąk przyjaciół w finale kampanii.

2) Grafika [link] – Na podstawie tej grafiki stworzyłem postać/npc do nadchodzącej mini-kampanii. A na podstawie NPC jedną lokację i założenia świata – oczywiście czerpiąc garściami z innych miejsc. Więcej nie zdradzę, bo Zosia z Yuki będą w to grali

3) Battlestar Galactica: Apollo Comes To Rescue Scene [link] – Kolejna inspiracja do finału Naruto. Podczas ostatecznej walki z Kaganem gracze mieli przegrywać walkę, a potem mieli przybyć z pomocą znajomi NPC.

4) Avatar: The Last Airbender [link] – Ba Sing Se było wzorem na stolicę Kraju Ognia. Mój NPC Lee-Ming była wzorowana na Dai Le, a szkoły walki związane z technikami na bendingu.

5) Jorogumo [link] –  Została wrogiem na jednej sesji. Potwór złapał graczy w swoją sieć na bagnach, gdzie nigdy nie kończyła się noc. Natomiast noc i samo zamknięcie było inspirowane grą Dead By Daylight [link]. Tak to też w trakcie Naruto. Gdzieś w połowie kampanii.

6) “It all happened before and it will happen again” cytat z BSG [link], który zapoczątkował cały wielki story ark w Naruto.

7) Tu należy się wyjaśnienie. Ta kampania powstała jako sesja alternatywna i ciekawostka. Taki niekanoniczny spinoff, który nie miał wpływu na oryginalną kampanię. Coś jak Rock Lee i Przyjaciele wobec Naruto.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s